Kroniki poetyckie [5]

POETYCKIE 5

Minął tydzień [5]

17.01.2016
kanadyjskie media CBC
relacjonują mord w Burkina Faso
zginęło tam sześciu Kanadyjczyków
z Quebec poprawni politycznie dziennikarze
żałośnie lawirują nazywając misjonarzy Matki Bożej
Nieustającej Pomocy „kongregacją religijną” tylko po to
by nie napisać że islamscy terroryści wymordowali
katolików – w reportażu nie ma zdjęcia krzyża
ani czarnoskórych nowicjuszek w białych
habitach jest ujęcie premiera Kanady
pochylonego w chwili ciszy podczas
wizyty w odbudowanym meczecie
wspomniano także o nienawiści
zwyciężonej przez miłość ani
słowa o religii która winna
jest rzezi chrześcijan

18.01.2016
koalicjanci w wojnie
z państwem islamskim
zaczną debatę w Paryżu
ministrowie obrony Australii
Francji Stanów Zjednoczonych
Wielkiej Brytanii Włoch Holandii
i Niemiec będą próbować znaleźć
wyjście z sytuacji dotąd bez wyjścia
nie zaproszono Kanady więc trudno
to wytłumaczyć tym Kanadyjczykom
którzy byli dumni z udziału CF-18
w wojnie z ISIS wystarczyło parę
miesięcy by waleczną Kanadę
zmienić w niewiarygodnego
sojusznika uśmiechnięte
państwo bez zdania
i stanowczości
klonowy liść
kruuszony
na pył

19.01.2016
przyprowadzono
Polskę do Brukseli
zdrajcy liczyli że padnie
na kolana i powróci w worku
pokutnym ale Polacy są dziwni
jedni krzyczeli na galerii jak Rejtany
a skazana na kompromitację premier RP
mówiła do rzeczy trudno jej było zarzucić
autorytarny terror łamanie demokracji
i manipulowanie konstytucją media
kłamią na całym świecie ciężko
wyrazić zgodę na budzenie
prawdy we wschodniej
prowincji gdzie echo
zawsze zakwitało
a nie rodził się
wolny głos

20.01.2016
równają wieki z ziemią
klasztor świętego Eliasza
zbudowany w 590 roku trwał
ponad tysiąc czterysta lat zwany
Dair Mar Elia był celem pielgrzymek
chrześcijan oraz miejscem schronienia
w czasie wojen w zachowanych ruinach
podczas Wielkanocy modlili się żołnierze
amerykańskiej dywizji lotniczej chronili
historię w imię Chrystusa którego
inicjał wyryto u wrót klasztoru
nie pozostał kamień na
kamieniu obcinający
głowy barbarzyńcy
zniszczą każdy
znak miłości
i wszelkie
piękno

21.01.2016
ślad polonu 210
z czajniczka po herbacie
którą otruto Aleksandra Litwinienkę
prowadzi przez kontynent prosto do Moskwy
brytyjska komisja śledcza wskazała Putina jako
zleceniodawcę morderstwa i sprawcę męczarni byłego
agenta FSB to pierwszy oficjalny werdykt ogłoszony wobec
Rosji przez instytucję rządową i nie pierwsza tragedia
czekająca na wyjaśnienie o zamachu smoleńskim
zestrzeleniu malezyjskiego Boeinga 777 mówi
się szeptem z dala od mainstreamowych
mediów może prawdę o Litwinience
usłyszą obojętni oraz bezmyślni
którzy w samowarach śmierci
parzą swój święty spokój
usprawiedliwienie
każdej zbrodni

22.01.2016
po raz pierwszy
w Kanadzie doszło
do masowego morderstwa
na terenie szkoły media głównego
nurtu nie podają szczegółów czekając
na sygnał co można powiedzieć podobnie
policja ukrywa prawdę dla dobra śledztwa w toku
brytyjska witryna informuje że morderstw dokonano
na terenie rezerwatu zza oceanu głos zabrał premier
wiemy że sprawca jest w areszcie razem z bronią
chodzą słuchy że to nieletni można sprawdzić
kto zamieszkuje indiańską osadę La Loche
rzetelność śledztwa wymaga milczenia
i nie zadawania oczywistych pytań
będziemy czekać na prawdę
by bunt się nie narodził
byśmy nie odchodzili
sprzed telewizora
na ścieżkę
wojenną

23.01.2016
skąd przychodzimy
kim jesteśmy dokąd idziemy
zastanawia się mężczyzna przed
operacją wszczepienia zastawki serca
ma ominąć emocje i rozterki wieku podeszłego
chronić przed pulsowaniem wskrzeszanej młodości
ocalić życie wydłużyć czas na zadawanie pytań
żyjemy spokojnie z dnia na dzień do tchu
ostatniego nie tracąc ani chwili albo
przesiewając piasek przez palce
przewidzieliśmy wszystko
tylko po to by nadal
nie znać dnia
i godziny

.

Aleksander Rybczyński

.

 

Kroniki wigilijne

SONY DSC

 

.

18.12.2015
z całego świata
przychodzimy do stołu
wigilijnego przylatujemy samolotami
zjeżdżamy się z bliska i z daleka przychodzimy
z sąsiedniej ulicy z drugiego końca miasta najbliżej
bliskich i blisko Boga narodzonego w stajence nie wszyscy
dotarli nie wszyscy przeprawili się na drugą stronę dnia
ofiary grudnia górnicy zamordowani przed kopalnią
Wujek zmasakrowani powstańcy wandejscy
w bitwie pod Savenay nie doczekali się
Zbawiciela a kolędy zaśpiewały im
chóry niebieskie i Aniołowie
radujący się poprzez łzy
cierpienia trudne do
zrozumienia
wyroki
losu

19.12.
najbardziej boli
kiedy talerz przeznaczony
dla przygodnego wędrowca przypomina
o najbliższych którzy nie zasiądą z nami przy stole
rozdzieleni oceanem odległości albo morzem
rodzinnych nieporozumień okaleczeni
rozłąką ran których czas nie zagoi
pielgrzymujemy od choinki
do choimki z opłatkiem
kruszącym się na
śnieżnobiałych
obrusach

20.12.
liberalny minister obrony
(cóż za przewrotna gra słów)
potwierdził podczas wizyty w Iraku
decyzję wycofania z Syrii kanadyjskich
myśliwców CF 18 zamiast akcji bojowych
i bombardowania pozycji terrorystów
premier Trudeau wybiera bliżej
nieokreślone akcje na ziemi

o pierwszym kroku kapitulacji
śpiewają już piaski pustyni
najpierw złożymy broń
potem wyburzymy
nasze kościoły
postawimy
meczety

21.12.
białe świerki
sosny jodły choinki
z Colorado i Syberii rosną
na zboczu i szachownicy szkółki
w Whitby taka tradycja Bożego Narodzenia
przyjeżdżamy przed samą Wigilia nie ma nawet
właściciela otwieramy kłódkę i szeroką bramę
deszcz pada jesiennie i koła samochodu
grzęzną w koleinach błota chodzimy
od choinki do choinki deszcz nam
spływa po policzkach ale ponad
marzeniami zawieja śniegu
wbija białe płatki w zieleń
gałązek pogłaskane
pachną miłością
dzieciństwem
radością
chwili

22.12.
dzieciątko
płacze zasypia
a potem budzi się
i śmieje dotykając brody
ojca jakby zobaczyło wszystkie
gwiazdy iskrzące się oraz obojętne
ta jedna przez wieki świetlne wypatrzyła cud
prowadząc do żłóbka trzech króli i kilku
pasterzy nieobecnych samotnych
cichych to ich objawienie jest
w nas jak ziarno wiary
źródło nadziei jak
miecz i tarcza
sens życia

24.12.
Polska śpiewa ci
kolędy mówi przyjaciel
przez ocean i telefon satelitarny
będziemy dzielić się wiadomościami
i opłatkiem owiniętym serwetką w kopercie
niektóre koperty pozostaną puste
opłatek milczenia najtrudniej
przełamać bo tylko słowa
wypowiedziane w porę
będą świadectwem
naszej miłości

.

Aleksander Rybczyński

Ćwiczenia z samotności

SONY DSC

 – pierwsze

pierwszy raz nie możesz cicho zasnąć
i pewnie płaczesz w poduszkę
nie wiedząc jeszcze
że Twoje łzy
nie raz uwolni
łopot zranionego serca
nie mogę Ci pomóc bo sam
płakałem przekonany o końcu świata
stojąc nad przepaścią między oddalonymi dłońmi
gotów rzucić się prosto w odwrócone oczy: ale
pomyśl jednak jak silna jest Twoja miłość
im większe bowiem cierpienie
tym ukojenie przyjdzie
prawdziwsze

Polska wyklęta – głos sprzeciwu i rozpaczy

rybczynski 3

Niektóre nowe wiersze Aleksandra Rybczyńskiego znają czytelnicy „Arcanów” i uczestnicy comiesięcznych spotkań na Krakowskim Przedmieściu. Zgromadzone w jednym miejscu, w skromnym objętościowo tomiku, wstrząsają, otwierają ledwie zabliźnione rany pamięci, zmuszają do rachunku sumienia. To jeden z najbardziej osobistych  głosów sprzeciwu, rozpaczy, lamentu po 10 kwietnia 2010 roku. Głos obrony dobrego imienia ofiar smoleńskiej tragedii, których ciała i cześć sponiewierano po śmierci, opluto, wyszydzono. Ich cienie stanęły wśród cieni żołnierzy niezłomnych, oficerów rozstrzelanych przez NKWD, powstańców styczniowych i listopadowych. Po drugiej stronie rozerwanej wybuchem Polski – kaci, ich progenitura, bezczelne naigrawanie się z żałoby, obrzucanie epitetami: faszysta, oszołom. Wewnętrzni Moskale, agenci wpływu, ulubieńcy czerwonych mediów. Bluźniercy, kłamcy, tumaniący bezczelną propagandą. Temat smoleński traktowany jak tabu, jak zamilczana przez tyle lat prawda o Kozielsku, Ostaszkowie, Starobielsku. Cóż może poeta – budzić zastraszonych rodaków, skarlałych i skundlonych konsumentów „czarnej piany gazet”? Dawać świadectwo? Czy poetycka metafora dotrze szerzej do wytresowanych w pozytywnym myśleniu, asertywnych niewolników kłamstwa i zmowy, wyznawców koalicji strachu? Próbować trzeba, to „wielki, zbiorowy, obowiązek”. Rybczyński, subtelny kiedyś liryk, znawca Herberta i Cendrarsa powtarza poetyckie „Non possumus”. Pewne rzeczy ciągle widać ostrzej na emigracji, z Toronto. Krople drążą skałę. Póki żyją poeci, póki czytamy ich wiersze. Mocne, odważne, bezlitosne. Same tytuły wierszy mówią za siebie: „Rozbiór Polski”, „Pozostało nam krzyczeć”, „Nasi polegli”, „Prezydent Lech Kaczyński wkracza do nieba”, „Anna Walentynowicz”, „Rodziny poległych”, „Kwatera na „Łączce””. Powinny znaleźć trwałe miejsce w przyszłych patriotycznych antologiach, ale przede wszystkim – w sercach i umysłach wolnych Polaków. A więc jest nadzieja.

Jerzy Gizella.
SONY DSC

Anna Walentynowicz

Pani Anna nie spoczywa w pokoju
złożona w zbiorowej mogile
jak żołnierze wyklęci
pielgrzymi wdeptani
w smoleński las

tak kończą sprawiedliwi
kaligrafowie księgi historii

całe życie walczyła o prawdę
lecz prawda żąda by upominać się
i powstawać także po śmierci

ciało leży w zbiorowej mogile
a urnę z sumieniem
rozsypano we mgle

garstka sprawiedliwych
czuwa przed cmentarzem
gdzie za kordonem żandarmerii

pod osłoną nocy
odbywa się
ekshumacja

kiedyś dla Pani Ani
zatrzymano pracę stoczni

w ciemności nad kurhanami
nie unoszą się skrzydła
daremne żądania
sprawiedliwości

i tylko najwierniejsi
wysłuchają dobrej nowiny

spójrzcie – grób jest pusty
spójrzcie – grób jest pusty

(wiersz z tomu „Polska wyklęta”, od 10 kwietnia 2013 k księgarni Wydawnictwo „Arcana” )

http://www.ksiegarnia.arcana.pl/Aleksander-rybczynski-polska-wykleta,1228.html

„Gwarancja zapomnienia przeszłości”

Od kilku dni możemy w Internecie oglądać czołówkę „Wiadomości” publicznej telewizji z 9 maja – podkute buty, dwugłowy orzeł, kolumny sołdatów i na koniec „ura!”. Ten sam, złowrogi dla pokoleń Polaków okrzyk słyszano przed 150-laty w Wilnie, gdy do miasta wkraczały kolumny rosyjskiego wojska, prowadząc na powrozach powstańców i świętując pojmanie dowódcy powstania na Litwie generała „Dołęgi” Zygmunta Sierakowskiego. 

W majowy, słoneczny dzień 1863 roku dowódca pułku lejbgwardii generał Iwan Ganecki wracał z pogrzebu swych żołnierzy poległych w walce z powstańcami. Od biegnących mu naprzeciw rozradowanych oficerów usłyszał: „Ura! Sierakowski wzięty do niewoli”.

„Ura!” przy skocznych dźwiękach marsza

„Dołęga” – absolwent petersburskiej Akademii Sztabu Generalnego, były oficer armii rosyjskiej – od kilka tygodni rozpalał na Żmudzi ogień powstania, przyłączając pod swą komendę kolejne oddziały. Szedł witany przez tłumy przy biciu dzwonów i śpiewie Te Deum, kiedy wchodził do kościołów, aby ucałować ołtarz, i ruszać dalej z błogosławieństwem oraz nowymi zastępami powstańców. „Wszędzie lud witał ich jak zbawców”. Jego legenda rosła i budziła grozę Rosjan rozbijanych w kolejnych potyczkach. 7 maja rozpoczęła się trzydniowa bitwa pod Birżami (tymi utrwalonymi w „Potopie”). Przez dwa pierwsze powstańcy mieli przewagę, ale gdy kula raniła Sierakowskiego, morale walczących osłabło. „Dołęgę” zamierzano wywieźć za granicę, aby wrócił do zdrowia, ale w majątku w Sznurkiszkach dopadli go kozacy. Eskortujący żołnierze pytali oficerów: „Czy w razie napadu wykłuć wszystkich jeńców?” Generał Sierakowski zaprotestował wtedy „Czy w Azji jesteśmy, że tego rodzaju rozkazów domagają się głośno?”. Wtedy usłyszał, że to nie jeńcy wojenni, ale „rozbójnicy”.

Nim zesłano ich na katorgę, a gen. Sierakowski w publicznej egzekucji zawisł na szubienicy na wileńskim placu Łukiskim, gen. Ganecki – który w nagrodę otrzymał order św. Włodzimierza, awanse i dowództwo dywizji – urządził „polskim rozbójnikom” upokarzający marsz. Sam na czele na koniu, z rozwiniętym, zdobycznym sztandarem powstańczym, przy dźwiękach skocznych marszów podążał na czele żołnierzy w stronę placu, gdzie czekał już wileński gubernator gen. Włodzimierz Nazimow, w otoczeniu rodziny i członków sztabu w mundurach błyszczących od medali. Na całej trasie „ustawiony był szpaler wojska, które wrzeszczało niemiłosiernie swoje ,»ura«”… Ulice przepełnione były tłumami motłochu żydowskiego, który spinał się na parkany, na drzewa, na dachy domów. We wszystkich oknach widać było ciekawych, patrzących w większości swej ze smutkiem i żalem na tego rozgłośnego wojewodę Litwy [Sierakowskiego], na którego tyle pokładano nadziei, a teraz prowadzonego jako jeńca w pysznym tryumfie zwycięzcy” – opisywał Walery Przyborowski.

Gubernator Nazimow od razu rozesłał depesze: „Bandy skoncentrowane w części północno-wschodniej guberni wileńskiej zostały rozbite przez jenerała Ganeckiego”, ujęto 113 „buntowników”, a wśród nich „przywódcę bandy, Sierakowskiego”.

Korzenie nie zarosły ludzkiej pamięci

Powstanie na Litwie – mimo iż nadal trwało – ograniczało się już faktycznie do walki partyzanckiej pojedynczych oddziałów, nie stanowiąc większego niebezpieczeństwa. W tym momencie – jeszcze w maju 1863 – gen. Nazimow został zastąpiony przez gen. Michaiła Murawiewa noszącego złowrogi przydomek „Wieszatiela”. Prof. Stefan Kieniewicz tak pisał o nim: „W kołach rządowych nad Newą otaczała go pogarda i niechęć – na skutek jego złych manier, bezczelności, intryganctwa i powszechnie znanego złodziejstwa, w związku z czym znajdował się w stanie połowicznej niełaski. Teraz posłano go na zagrożony posterunek – w słusznym oczekiwaniu, że ów sadysta nie ulęknie się brudnej roboty. Chodziło o to, aby sterroryzować Litwę i zdeptać we krwi powstanie”. I ten program zrealizował z całym okrucieństwem, ale o tym innym razem.

Spokoju nie dał nawet zmarłym. Kilkanaście dni przed swoją nominacją w bitwie pod Dubiczami poległ – zdradzony przez Bazylego Karpowicza, na którym miesiąc później wykonano wyrok śmierci – legendarny dowódca Ludwik Narbutt. Na Litwie jako jeden z pierwszych poszedł „w lasy”. Konał ze słowami „słodko umierać jest za ojczyznę”, a z pola bitwy wynosiło go sześciu podkomendnych, wśród nich słynny rysownik, ilustrator Michał Andriolli. Utrwalił on śmierć Narbutta na jednej ze swych rycin. Pogrzeb powstańców w Dubiczach, na który zezwolił gubernator Nazimow, przyszły tłumy. Mogiła nie przetrwała długo. Murawiew spalił kościół i kazał zadeptać groby, a na nich posadzić brzozowy las, aby ślad nie pozostał. Ale korzenie nie zarosły ludzkiej pamięci…

Niemal wiek później, w czasie walki z niemieckim i sowieckim okupantem żołnierze Armii Krajowej legendarnego Jana Borysewicza „Krysi” znaleźli schronienie u księdza proboszcza Leona Chrystowskiego. Na jego plebanii w Dubiczach prowadzili nasłuch radiowy i wydawali pismo „Szlakiem Narbutta”. „Krysia” poległ w styczniu 1945 roku w obławie NKWD. „Ciało komendanta tylko w kalesonach z worka, włożonych na urągowisko, wozili ze śpiewem po wszystkich jarmarkach i miasteczkach. Chodzili po domach, wypędzali ludzi, aby poznawali, czy to naprawdę »Krysia«. Naigrywali się mówiąc „Wasz Bóg, wasz »Krysia«, całujcie jego ręce i nogi”- opisywała w swoich wspomnieniach łączniczka Wanda Lisowska „Grażyna”. Byli skuteczniejsi od Murawiewa, ciała Borysewicza nie znaleziono do dzisiaj.

„… i taka jest nasza ojczyzna”

Po rozprawieniu się z powstaniem „Wieszatiel” żył jeszcze trzy lata, ale groza jego czynów przetrwała dziesięciolecia. W 1898 roku przypadało stulecie urodzin Adama Mickiewicza, którego pomnik stanął wtedy na krakowskim Rynku, a w i Warszawie odsłonięto podobny, ale w milczeniu. Rosjanie zakazali przemówień. Autor słów „Litwo, ojczyzno moja…” nie doczekał się wtedy upamiętnienia w Wilnie. Miesiąc wcześniej uroczyście poświęcono pomnik pacyfikatora Litwy „Wieszatiela”. Z okazji wmurowania kamienia węgielnego profesorowie Uniwersytetu Warszawskiego: Ziłow, Filewicz, Karski, Kułakowskij, Grot, Smirnow napisali: „Duszą łączymy się z obecną uroczystością przy rozpoczęciu budowy pomnika dla wielkiego męża stanu Rosji, hrabiego M. Murawiewa, który wybawił kraj północno-zachodni od niewoli polsko-katolickiej i utwierdził te prawdę, że kraj ten był i jest czysto rosyjskim. Niech będzie błogosławiona zawsze pamięć wielkiego człowieka rosyjskiego, hrabiego Murawiewa”. Autorów tych słów najlepiej scharakteryzował Mickiewicz w „Dziadach”: „wszak to już mija wiek, jak z Moskwy w Polskę nasyłają samych łajdaków stek…”. Krakowski „Czas” trafnie odczytał rosyjskie intencje: „Wiedzieli dobrze jak bolesnem upokorzeniem jest dla Polaków pomnik Murawiewa postawiony w starej Jagiellońskiej stolicy jako wiadomy znak tryumfu wschodniego barbarzyństwa”. To upokorzenie staje się jeszcze większym, gdy czytamy bezczelne komentarze „Petersburskich Wiadomosti”: „Odsłonięcie pomnika poskromiciela polskiego powstania nie powinno być podstawą nowej niezgody, przeciwnie powinno być gwarancją zapomnienia przeszłości”. Ileż przewinęło się przez ostatnie stulecie – i nie brakuje niestety ich również dzisiaj – tych, którzy chcą nas obdarzyć „gwarancją zapomnienia przeszłości”.

„… i taka jest nasza ojczyzna / bezimienne mogiły bohaterów / wieńczą groby ich oprawców / pomniki kłamstwa i hańby…” – pisze Aleksander Rybczyński w wydanym właśnie tomiku przejmujących wierszy.

Tylko że nasi przodkowie zrzucili „pomniki kłamstwa i hańby”. Kamienie ze zburzonego Murawiewa wmurowano w odsłonięty w Dybiczach monument Ludwika Narbutta w 1933 roku. Współczesna zaś Warszawa na cokole przeznaczonym dla ks. Ignacego Skorupki – bohaterskiego kapłana obrońcy przed bolszewickim najazdem 1920 roku – stawia odnowiony obelisk żołnierzy sowieckich. Fundamenty mają zasadnicze znaczenie.

To tylko jedna z różnic między niepodległą Polską 1918-1939 a tą po 1989 roku. Już nawet nie III RP – bo ta przynajmniej niekiedy starała się zachować pozory – ale tą po 10 kwietnia 2010 roku. Dzisiaj już nawet one chyba nie są potrzebne wobec – jak pisze poeta Jerzy Gizella – „wytresowanych w pozytywnym myśleniu, asertywnych niewolników kłamstwa i zmowy, wyznawców koalicji strachu”… „wewnętrznych Moskali, agentów wpływu, ulubieńców czerwonych mediów…”.

Cytuję poetów, gdyż wobec dzisiejszego „nikczemnienia świata” – czego tak tragicznie nie mógł znieść Piotr Skórzyński – ich słowa „mocne, odważne, bezlitosne” – niosą nadzieję. Takie jak te Rybczyńskiego z odległego Toronto: „unosi się oddech / niepodległych serc / słowo prawdy / którym zdławimy / roztrwonione dekady / i niekończący się bełkot zdrady”.

Jarosław Szarek

Prezydent Lech Kaczyński wkracza do nieba

doborowym dowodził oddziałem i wszyscy idą wyprostowani
niebieską aleją jakby manewr „odchodzimy” powiódł się
i nie było wybuchu który miał zmienić ciało Polski w proch
a ich rozszarpać na kawałki by nie było ani śladu ani nadziei
tak chciano ich ośmieszyć i każdą kroplę krwi zamienić
w kroplę farby drukarskiej niosącej kłamstwo za kłamstwem
tak chciano ich ośmieszyć z każdej nitki ich mundurów
snuć odwieczną szatę zdrady narzucać ją na usłużne plecy

lecz statek ich powietrzny rzucony na złom na deszcz na rdzę
w Feniksa się zamienił by w górę serca unosić niepokorne
a Oni wkraczają teraz do nieba: dwaj Prezydenci generał
Błasik Anna Solidarność Janusz Kurtyka kapitan Protasiuk
admirał Karweta i pozostali zrównani w szarży bohaterstwem śmierci
wniebowzięci w blaski ideałów bo tylko wiara w nie czyni cuda
gotowi przyklęknąć i pochylić głowy przed potęgą ofiary najwyższej
odznaczonej dziurą w nagiej oblepionej katyńską ziemią czaszce

witają ich w milczeniu odziały powstańców
podchorążowie Wysockiego zwycięska kawaleria
polegli w potyczkach i dobici bagnetami
kto służył ojczyźnie odnajdzie ją w niebie
nie widzą już smoleńskiej mgły
ani plugawego spektaklu umywania rąk
odznaczania zdrajców i stawiania pomników najeźdźcom
uginania karków i powszechnej hańby milczenia

wkraczają teraz do nieba i śpiewają im aniołowie
tak piękni i młodzi jak stewardesy które
wytrwały przy nich do końca
wkraczają do nieba
i wita ich Chrystus
przejmuje stery i
ofiarowuje im
Polskę

Anna

Z cyklu: Kobiety Zbyluta Grzywacza

Anno bezbronna
pomiędzy dwiema otchłaniami
nie wiem czy śnisz
czy tylko czekasz na smutek
który niebawem nadejdzie
jedna dłoń od nadziei
druga od nieba
sięgasz poniżej
jakby tam był raj
a nie ciemność
nachylająca się
nad nagim ciałem
poniosły fale zmęczenia
poniosły fale natchnienia
jesteś wyrzucona na brzeg oceanu
miał być oceanem miłości
jest tylko morzem łez
pod przymkniętymi powiekami
jesteś spokojna
jesteś bezradna
jesteś nieobecna w sobie
Twoje piersi otula całun
choć tyle zostało życia
a pośladki złaknione
brutalnej pieszczoty
Anno chciałbym zanurzyć usta
w Twoich ciemnych włosach
kocham i nasze uczucia
rozminą się w pustce