Kroniki poetyckie [5]

POETYCKIE 5

Minął tydzień [5]

17.01.2016
kanadyjskie media CBC
relacjonują mord w Burkina Faso
zginęło tam sześciu Kanadyjczyków
z Quebec poprawni politycznie dziennikarze
żałośnie lawirują nazywając misjonarzy Matki Bożej
Nieustającej Pomocy „kongregacją religijną” tylko po to
by nie napisać że islamscy terroryści wymordowali
katolików – w reportażu nie ma zdjęcia krzyża
ani czarnoskórych nowicjuszek w białych
habitach jest ujęcie premiera Kanady
pochylonego w chwili ciszy podczas
wizyty w odbudowanym meczecie
wspomniano także o nienawiści
zwyciężonej przez miłość ani
słowa o religii która winna
jest rzezi chrześcijan

18.01.2016
koalicjanci w wojnie
z państwem islamskim
zaczną debatę w Paryżu
ministrowie obrony Australii
Francji Stanów Zjednoczonych
Wielkiej Brytanii Włoch Holandii
i Niemiec będą próbować znaleźć
wyjście z sytuacji dotąd bez wyjścia
nie zaproszono Kanady więc trudno
to wytłumaczyć tym Kanadyjczykom
którzy byli dumni z udziału CF-18
w wojnie z ISIS wystarczyło parę
miesięcy by waleczną Kanadę
zmienić w niewiarygodnego
sojusznika uśmiechnięte
państwo bez zdania
i stanowczości
klonowy liść
kruuszony
na pył

19.01.2016
przyprowadzono
Polskę do Brukseli
zdrajcy liczyli że padnie
na kolana i powróci w worku
pokutnym ale Polacy są dziwni
jedni krzyczeli na galerii jak Rejtany
a skazana na kompromitację premier RP
mówiła do rzeczy trudno jej było zarzucić
autorytarny terror łamanie demokracji
i manipulowanie konstytucją media
kłamią na całym świecie ciężko
wyrazić zgodę na budzenie
prawdy we wschodniej
prowincji gdzie echo
zawsze zakwitało
a nie rodził się
wolny głos

20.01.2016
równają wieki z ziemią
klasztor świętego Eliasza
zbudowany w 590 roku trwał
ponad tysiąc czterysta lat zwany
Dair Mar Elia był celem pielgrzymek
chrześcijan oraz miejscem schronienia
w czasie wojen w zachowanych ruinach
podczas Wielkanocy modlili się żołnierze
amerykańskiej dywizji lotniczej chronili
historię w imię Chrystusa którego
inicjał wyryto u wrót klasztoru
nie pozostał kamień na
kamieniu obcinający
głowy barbarzyńcy
zniszczą każdy
znak miłości
i wszelkie
piękno

21.01.2016
ślad polonu 210
z czajniczka po herbacie
którą otruto Aleksandra Litwinienkę
prowadzi przez kontynent prosto do Moskwy
brytyjska komisja śledcza wskazała Putina jako
zleceniodawcę morderstwa i sprawcę męczarni byłego
agenta FSB to pierwszy oficjalny werdykt ogłoszony wobec
Rosji przez instytucję rządową i nie pierwsza tragedia
czekająca na wyjaśnienie o zamachu smoleńskim
zestrzeleniu malezyjskiego Boeinga 777 mówi
się szeptem z dala od mainstreamowych
mediów może prawdę o Litwinience
usłyszą obojętni oraz bezmyślni
którzy w samowarach śmierci
parzą swój święty spokój
usprawiedliwienie
każdej zbrodni

22.01.2016
po raz pierwszy
w Kanadzie doszło
do masowego morderstwa
na terenie szkoły media głównego
nurtu nie podają szczegółów czekając
na sygnał co można powiedzieć podobnie
policja ukrywa prawdę dla dobra śledztwa w toku
brytyjska witryna informuje że morderstw dokonano
na terenie rezerwatu zza oceanu głos zabrał premier
wiemy że sprawca jest w areszcie razem z bronią
chodzą słuchy że to nieletni można sprawdzić
kto zamieszkuje indiańską osadę La Loche
rzetelność śledztwa wymaga milczenia
i nie zadawania oczywistych pytań
będziemy czekać na prawdę
by bunt się nie narodził
byśmy nie odchodzili
sprzed telewizora
na ścieżkę
wojenną

23.01.2016
skąd przychodzimy
kim jesteśmy dokąd idziemy
zastanawia się mężczyzna przed
operacją wszczepienia zastawki serca
ma ominąć emocje i rozterki wieku podeszłego
chronić przed pulsowaniem wskrzeszanej młodości
ocalić życie wydłużyć czas na zadawanie pytań
żyjemy spokojnie z dnia na dzień do tchu
ostatniego nie tracąc ani chwili albo
przesiewając piasek przez palce
przewidzieliśmy wszystko
tylko po to by nadal
nie znać dnia
i godziny

.

Aleksander Rybczyński

.

 

KRONIKI POETYCKIE (2)

Screenshot-2015-12-16-23.43.07

MINĄŁ TYDZIEŃ [2]

Odeszli piękni kronikarze
raportujący z oblężonego miasta
pozostał świat zjednoczonych królestw
bez króla bez Boga i bez granic chłonący zło
bez zaglądania do paszportów pozostały stacje TV
w chwilach wolnych od reklam cierpienia i śmierci
serwujące wiadomość za wiadomością gdzieś
pomiędzy newsami ukrywa się prawda
w barwnym spectrum fałszu
w mgle niedomówień
stłumiono pieśń
poety

.

09.12.2015
kto rządzi światem
skoro dla liberałów i kat
i ofiara mają swoje argumenty
chór potępienia mówiących wprost
wbrew obowiązującej relatywizacji zła
zbyt jest zgodny zbyt hałaśliwy by szept prawdy
nie okazał się głosem sumienia skazanym
na kpinę szyderstwo hańbę i obelgi
jest ostatnią barykadą wolności
mówi ciszą pełnym głosem
ostatnim krzykiem
rozpaczy

.

10.12.
premier Kanady powitał
pierwszych migrantów z Syrii
przybyli na odnowione lotnisko w Toronto
wbrew wcześniejszym planom zakwaterowania
w bazach wojskowych każdy z przybyszy po krótkich
wywiadach w obozach uchodźców otrzymał wizę pobytową
zakwaterowanie w hotelu i kredyt zaufania nikt nie wie
czy wśród dwudziestu pięciu tysięcy migrantów
ukryją się terroryści państwa islamskiego
nikt też nie pyta dlaczego imigranci
nie składający podania na
pierwszej stronie gazet
czekają na prawo
stałego pobytu
i przywileje
kilka lat

.

11.12.
marsze powstańców
od listopadowej nocy po
styczniowy mróz buty stwardniałe
w mrozie i serce gorejące przelaną krwią
marsze powstańców marsze smoleńskie marsze
niepodległości marsze nadziei marsze protestu marsze
dla Polski ten najważniejszy najbliższy który ma
przynieść niepodległość i będzie próbą
wytrwałości siły charakteru prawdą
o naszym życiu i oczekiwaniu
na właściwy moment
sumienia historii
żywej pamięci

.

12.12.
wydawca Muslim Magazine
i naukowiec Uniwersytetu w Calgary
naucza o szkodliwości sonaty księżycowej
muzyka wypełnia pustkę gdzie jest miejsce Allaha
powinna być zabroniona jako instrument diabła
nie grzeszcie bracia i siostry słabością
wobec geniuszu anielskich chórów
piękno miłość będą zabronione
i spadną głowy zachwytu
a śmiertelna cisza
będzie tulić się
do fal oceanu

.

13.12.
w Kanadzie wybrano
zmianę dla zmiany w Polsce
zmiana jest prawdziwa i Targowica
wstaje uparcie z grobu historii jesteśmy
na przeciwnych brzegach Atlantyku
coraz bliżej nieba piętrzą się dni
naszej nadziei i lata naszego
życia którym staraliśmy się
świadczyć prawdzie
wolności i miłości

.

14.12
zapisujemy słowo po słowie
dla pokrzepienia serc przywalonych
potokiem kłamstw i kneblem łagodnej nicości
brzmią jak hasło wypowiadane w napięciu na linii frontu
może być przepustką na barykadę albo biletem
ucieczki na tyły gdzie wolno nadal żyć
jakby się umarło gdzie łatwo
zatrzasnąc drzwi do małej
stabilizacji szczęścia
bez porywu serca
i pieśni poety
sumienia

Aleksander Rybczyński

 

 

KRONIKI POETYCKIE

kruk

MINĄŁ TYDZIEŃ

Minął kolejny tydzień
nie było czasu na poezję
a każdy dzień miałem ich siedem
nie był lepszy od minut od sekund
ani od lat stojących w jednym szeregu
z każdą chwilą robiliśmy co do nas należy
ale świat był w rękach zbrodniarzy szaleńców
i polityków bez charakteru którzy utracili
nawet umiejętność przemawiania
do rzeczy i do serc

wygrywali banałem
trwonili dorobek cywilizacji
dochodziły do nas wiadomości
fotografie i materiały video na których
wyznawcy islamu rozbijali młotami mury
stuleci i skamieniałe z bólu krzyże
nad brzegiem morza ucinali
głowy naszych braci
tak by rosła
fala krwi

29.11.2015
podrzynają nam gardła
a my organizujemy konferencję
o ograniczeniu emisji dwutlenku węgla
setki aktywistów demonstrują pod Parlamentem
a premier Kanady wznosi toasty na lunchu z prezydentem Francji
myśliwce jeszcze raz podniosą skrzydła w bojowejj misji
ale biała flaga została wywieszona i podejmiemy
z ludobójcami negocjacje oni też mają rację

30.11
Zachód zawsze chętnie rozmawiał z Rosją
nawet jeżeli miała twarz Katarzyny i maskę Putina
język miękkiej dyplomacji unika prawdy i ściska dłoń
ociekającą krwią niepokornych pasażerów Tupolewa 154M
i krwią niewinnych turystów zestrzelonych znad nieba nad Ukrainą
sojusze z tyranami zawsze kończą się Jałtą i zdradą narodów
zbyt małych by powstrzymać okrutny strumień historii

01.12
Quebec żyje pełnią życia potrafi bawić się i śmiać
w przeciwieństwie do innych prowincji Kanady
wkrótce będzie też umierać pełnią śmierci
wybrane szpitale uśmiercą na życzenie
cierpiących nieuleczalnie chorych
ciekawe jak długo potrwa
przygotowanie końca
sztylet kroplówki
czy morfina
w głębię
lęku
?

02.12
gdzie były wszystkie diabły
dzwoniące ogonem w polskim Sejmie
kiedy zgodnie uświęcano kłamstwo smoleńskie
podnoszono dłonie zdrady nie spuszczając nawet oczu
wczoraj pozbawieni wstydu dzisiaj krzyczą o honorze
i wymachują cyrografem w okładce konstytucji
bezradnie drepczą wokół trybuny jak
dziecko pozbawione zabawki
treser pejcza i kiełbasy

03.12
światowe kłamstwo
ma twarz znanych dziennikarzy
posługują się półprawdą i przemilczeniem
usypiają wyciągając politycznie poprawne wnioski
dbając o dobrze płatne posady i samozadowolenie elit
kłamstwo idzie w świat wyposażone w wartką fabułę
ma się dobrze razem ze społeczeństwem
które ocaleje w obłożonych hipoteką
domach i terenowych autach
prowadzone na rzeź
nie jak bohater
Różewicza

Aleksander Rybczyński

„Insurekcja smoleńska” – książka przeciwko kłamstwu

InsurekcjaOkladkaWEB

Pod tytułem „Insurekcja smoleńska” ukazał się wybór felietonów i kilka innych tekstów, napisanych po 10 kwietnia 2010. Przyczyny napisania książki oraz jej układ wymagają pewnego wyjaśnienia. Felietony zaczęły powstawać w kilka miesięcy po katastrofie smoleńskiej, od września 2010 roku. Po pierwszym szoku, który wstrząsnął całą Polską i światem, powszechnie obowiązujące, choć trudne do wytłumaczenia stało się przekonanie, że tragedia była rezultatem zwykłej katastrofy lotniczej. Dopiero po pewnym czasie część Polaków zaczęła zastanawiać się nad nad niepokojącymi i skandalicznymi faktami, dostępnymi dla tych, którzy chcieli wiedzieć i byli zainteresowani poznaniem prawdy. Autor felietonów znalazł się w tej nielicznej początkowo grupie. Narastał sprzeciw i oburzenie na sposób prowadzenia śledztwa i obojętność znacznej części społeczeństwa, w tym zdecydowanej większości opiniotwórczych elit.

Zdecydowałem, że nie można milczeć i wychodząc z przekonania, że każdy głos jest ważny napisałem pierwszy felieton. Nie myślałem jeszcze wtedy o patriotycznych powinnościach. Inspiracją były pewnie nie wygasłe młodzieńcze ideały i wyobrażenia o roli poety: zawsze był mi bliski Rafał Wojaczek, przekonany, że „poetę należy używać” i wszyscy zbuntowani, walczący poeci. Ten instynktowny zew młodości dojrzał później, już w „smudze cienia”, pod wpływem Zbigniewa Herberta i jego „Przesłania Pana Cogito” i z czasem potrzeba dawania świadectwa stała się oczywista.

Z daleka, z emigracyjnej pustelni najlepszym sposobem zabrania głosu wydała się popularna droga blogera, niezależna od kaprysów niedostępnych redakcji i konieczności oczekiwania na publikację w druku. Blog pozwalał trzymać rękę na pulsie i reagować natychmiast na poruszające wydarzenia. Wybrałem pseudonim „Nessun Dorma” zakładając, że wszyscy powinni czuwać po tak tragicznym dla Polski wydarzeniu, jakim była katastrofa 10 kwietnia 2010.

Kolejnym momentem przełomowym okazał się wywiad, przeprowadzony we wrześniu 2011 z profesorem Wiesławem Biniendą. Nie mogłem publikować anonimowo rozmowy z naukowcem, który zdobył się na odwagę publicznej krytyki obowiązującej wersji wydarzeń przed lotniskiem w Smoleńsku. Wywiad podpisany został prawdziwym nazwiskiem – Aleksander Rybczyński – i po jego opublikowaniu uznałem, że należy zdecydowanie opowiedzieć się po stronie prawdy, obok tych, którzy z otwartą przyłbicą stawiali czoło kłamstwu i wcielali w życie wezwanie Jana Pawła II „nie lękajcie się”. Brzmi to może nieco patetycznie, ale wbrew postawie ironicznej, uznanej we współczesnej Polsce za najbardziej stosowną, byłem pewien, że tragedia taka, jak smoleńska wymaga powagi, a nawet patosu, kontrastującego z rozbawionym klimatem, zachłyśniętej „europejską wolnością” współczesnej ojczyzny.

Po wywiadzie z profesorem Biniendą publikowałem częściej pod własnym nazwiskiem, nadal podtrzymując publicystyczne życie blogera Nessun Dorma. Książka podzielona jest na dwie części, a Czytelnik łatwo będzie się mógł przekonać, że napisane zostały jednym głosem. Wiedząc, jak ulotne są felietony, poruszające bieżące tematy, starałem się zazwyczaj skupiać na istocie, a nie na tracących aktualność szczegółach. Czy to się udało, ocenią zainteresowani, którzy zechcą zajrzeć do tego zapisu. Zachowany został układ typowy dla internetowego bloga: najstarsze wpisy znajdują się na końcu, najnowsze książkę otwierają. Zamieszczono także przełomowy dla autora wywiad z profesorem Wiesławem Biniendą, choć różni się on od stylistyki felietonu oraz opowiadanie, próbujące z historycznej perspektywy spojrzeć na Polskę po Smoleńsku. Autor ma nadzieję, że ten element fikcji nie naruszy harmonii publicystycznej narracji „Insurekcji smoleńskiej”.

Publikacja książki jest możliwa dzięki życzliwości i pomocy grona Przyjaciół, którzy zdecydowali się sfinansować koszt druku. Piękne podziękowania za ten bezinteresowny gest i pragnienie poparcia projektu, którego intencją jest przyczynienie się do wyjaśnienia prawdy o wielkiej narodowej tragedii, kierowane są na ręce Pani mecenas Marii Szonert-Binienda, profesora Wiesława Biniendy, Pana Jerzego Wierzbickiego, Pani Ireny Harasimowicz i Pana Krzysztofa Zarzeckiego.

Nessun Dorma – Aleksander Rybczyński

P.S. Powyższy tekst w znacznej części pokrywa się z wstępem, opublikowanym w książce.

http://marszpolonia.com/2014/08/06/insurekcja-smolenska-aleksander-rybczynski/

Książkę można zakupić u Solidarnych 2010 w Warszawie i Wrocławiu, jest także dostępna w księgarni internetowej http://multibook.pl/pl/p/Aleksander-Rybczynski-Insurekcja-smolenska/4631

Zwiastowanie

Należę do generacji, która miała szczęście być świadkiem wyboru Karola Wojtyły na następcę św. Piotra i triumfalnego powrotu papieża Polaka do ojczyzny w 1979 roku. Każdy z uczestników tych historycznych wydarzeń pielęgnuje w sobie osobiste wspomnienie i pamięć o charyzmatycznej obecności Papieża.

Przypomnijmy sobie, co zostało nam już ofiarowane i czego nigdy nie powinniśmy pozwolić sobie odebrać. Może także warto przybliżyć nasze doświadczenia tym, którzy nie pamiętają, oraz młodzieży, która nie ma pojęcia, z jak wielkiej ciemności wyprowadził nas Ojciec Święty.

Komunistyczne władze pomniejszały rangę papieskich homilii do jednowymiarowego religijnego nauczania. Transmisje telewizyjne były nadawane lokalnie, by głos Papieża nie był słyszany w innych regionach kraju, a także po to, by jak największą liczbę ludzi zatrzymać w domu przed telewizorem. Szerzono pogłoski o niebezpieczeństwach przebywania w tłumie, podawano „statystyki”, ile zgonów spowoduje wielki upał i milionowe zgromadzenie. Fachowcy z telewizji sprawnie montowali obrazy, tak by nie było widać młodzieży i ludzi młodych. Stwarzano wrażenie, że na papieskie msze przychodzą głównie księża, zakonnice i starcy. W rezultacie, by na bieżąco brać udział w nauczaniu Karola Wojtyły, należało nasłuchiwać zagłuszanych audycji Radia Wolna Europa z Monachium.

Kulminacyjnym momentem papieskiej pielgrzymki do ojczyzny była msza na krakowskich Błoniach. Byłem jednym z kilkuset porządkowych, zorganizowanych przez krakowską kurię, w większości studentów, którzy mieli dbać o to, by pielgrzymi łatwo odnaleźli drogę do swoich sektorów. Zbiórka była wieczorem, w przededniu mszy. Pamiętam długą, ciepłą noc, podczas której wydawało się, że nikt w mieście nie śpi – tak wielkie było napięcie i oczekiwanie. Od świtu zaczęliśmy wpuszczać ludzi do sektorów. Pielgrzymi nadciągali nieustannie, nie tylko z Krakowa i okolic, ale z całej Polski. Przychodzili z dworców, otwartych całą noc kościołów, domów i prosto ze szlaku. Na długo przed przybyciem Papieża wydawało się, że Błonia wypełnione są po brzegi. Był to jeden z tych dni w życiu, kiedy nie czuje się zmęczenia, ani głodu. Byliśmy jedynie spragnieni – nadziei, wiary i odrobiny wolności. Kiedy pojawił się papieski samochód, udało mi się stanąć na skraju drogi, wytyczonej pomiędzy sektorami, którędy miał przejechać „papamobil”. Przyznaję: chyba nie było to miejsce, gdzie miałem spełniać swoją funkcję, ale jak się okazało, była to jedyna w moim życiu okazja znalezienia się w bezpośredniej bliskości papieża. Kiedy Jan Paweł II zbliżył się, błogosławiąc, przyklęknąłem na chwilę, by zaraz zobaczyć, jak oddala się, niknąc w tłumie wiwatujących.

I od tego momentu, kiedy był z nami – mieliśmy nadzieję, odzyskiwaliśmy wiarę, byliśmy wolni. Nie namiastką wolności, ale wolnością pełną, bez granic. Której już nigdy nie byli nam w stanie odebrać – sekretarze partyjni, naczelnicy wydziałów paszportowych, funkcjonariusze milicji i SB, urzędnicy aparatu przemocy. Wracałem z Błoń wzruszony, zmęczony, zakurzony i szczęśliwy. W otaczających Błonia uliczkach stały szeregi ciężarówek, wypełnione uzbrojonymi zomowcami. Nie miało to większego znaczenia. I kiedy myślę o minionych latach, latach papieskiej katechezy i odkłamywania historii, wydaje mi się, że minęły tak jak moment, w którym Papież przejechał tuż obok, zostawiając nas na kolanach, olśnionych i uczłowieczonych.

Wkrótce potem napisałem wiersz. Zaglądam do niego po ponad trzydziestu latach z niepokojącym uczuciem, że nadal jest aktualny. Sztukę manipulacji doprowadzono do perfekcji, podlewając ją iluzją demokracji i erzacem wolności.

Zwiastowanie

„Mówię w imieniu wszystkich,
których prawa gdziekolwiek na świecie
są zapoznawane i gwałcone”
JAN PAWEŁ II

Mamie

tak mocno całuje ziemię tak leniwą
tak bardzo mocno całuje ziemię tak kapryśną
to ona tylko
nie mogła nadążyć
nie poszła za Nim
nie uniosła ciężaru
bezsilnej modlitwy
Ojcze nasz któryś jest z nami
błogosław nadzieję
która wyparła
z naszych oczu
starczy cień

mam dwadzieścia cztery lata dyplom języka obcego tak bardzo
w kieszeni głowę na drewnianym karku tak wrażliwą na środki
uśmierzania przekazu tak boli mnie szyja i chciałbym odwrócić
oko kamery od tej ściany odrapanej od tych twarzy wybranych
od tej zamazanej przestrzeni pokażcie to co widać tak dobrze
z głębi zamglonej historii każdy obraz wybrany przez słońce

przybyłeś gdzie Chrystus (podobno)
tak dobrze się czuje
jak na swoim
jak na krzyżu
gdzie wszystkie drzewa
nawet najmłodsze
majà tysiàc lat
gdzie ptaki w sennych klatkach
odlatują do nieba
Franciszka z Asyżu

kiedy płaczę nie pamiętam wszystkiego
Twoje słowa wypierają obumarłe komórki naszego ciała
Twoje słowa wypierają obumarłe komórki naszej wiary

ptak rozwija welon skrzydeł
z naszych szpitali
wybiegają cudownie uzdrowieni
chronicznie obłąkani
chorzy na co dzień

ta droga doprowadzi do mnie ta droga ten paradoks cywilizacji
daleka droga rozpisana na Twój donośny głos daleka droga do
naszego ucha zagłuszona złośliwym sumieniem

Twój głos jest donośny
wystarczajàco donośny
aby odkryć Ziemię
gdy ucichnie śpiew mikrofonu
podniesiemy pieśń ciszy
mówią że śpiewasz
i błogosławisz
ten stary
wysoki krzyż

mam dwadzieÊcia cztery lata i dobrą orientację w burzy fal radiowych
niech patron żeglarzy ma w opiece obłąkane statki
niech patron żeglarzy ma w opiece niepewne żagle
niech patron żeglarzy ma nas w opiece

módlmy się o biały żagiel
z apostołem który płynie
w tłumie pielgrzymów
prowadzàc ich do
opuszczonych domów
między granice które
trzeba przemilczeć
między zaciśnięte wargi
milczącego człowieka

jestem tu po raz pierwszy
w Krakowie mam dwadzieścia cztery lata
w Paryżu mam dwadzieścia cztery lata
mam dwadzieścia cztery lata tak daleko
tam gdzie spotkałem
wszystkich ludzi Êwiata
tam gdzie słyszałem
wszystkie dzwony świata
tam gdzie przeszedłem
wszystkie drogi świata
tam gdzie spotkałem
całą wolność świata
który czeka
na Twój powrót

czerwiec 1979

 

Pierwotnie opublikowane na stronie autorskiej 9 października 2011

Gest Kamila Stocha

Kamil Stoch

Jako dziecko miałem wiele marzeń. Jednym z piękniejszych był start w igrzyskach olimpijskich. W tych zapomnianych czasach uważano, że najważniejszy jest sam udział i szlachetne współzawodnictwo. Kult zwycięstwa i medali przyszedł dopiero później, w miarę, jak degradowały się standardy rywalizacji sportowej. Marzenie olimpijskiej glorii nie miało szans spełnienia i moje aspiracje ograniczyły się do planów uczestniczenia w igrzyskach w charakterze widza.  Najpierw jednak należało uzyskać paszport, co w realiach prl-u zajęło dziesiątki lat: kilka olimpiad letnich i zimowych. Skazani byliśmy na wiadomości sportowe i miejsce przed telewizorem. Śledziliśmy wyniki poszczególnych konkurencji i tabele medalowe. Wyznaczono nam rolę biernych kibiców, ale z przekory szukaliśmy w sporcie tego, czego nam nie dawano: hartu ducha, wytrwałości, pragnienia wolności i zwycięstwa nad słabościami i szarzyzną zniewolenia. Potrafiliśmy dostrzegać w sporcie piękno i heroizm samotnej walki. Zwycięstwa naszych idoli rekompensowały codzienne upokorzenia. Te wieloletnie doświadczenia pozwalają na spojrzenie z dystansu, pewne refleksje i uczciwą ocenę imprezy w Soczi. Czy kontrowersje rozpoczęły się dopiero w momencie przyznania Rosji prawa do organizacji największego sportowego wydarzenia ? Kiedy zaczął przygasać znicz olimpijski z Aten 1896 roku ?

Jeden z największych narciarzy alpejskich Ingemar Stenmark nie został dopuszczony do udziału w zimowych igrzyskach olimpijskich w Sarajewie w 1984 roku. Miał na nich bronić tytułów mistrza olimpijskiego w slalomie specjalnym i gigancie. Przyczyną dyskwalifikacji był komercyjny kontrakt, który szwedzki alpejczyk podpisał z producentem nart. Międzynarodowy Komitet Olimpijski stwarzał jeszcze wtedy pozory trwania przy amatorskiej koncepcji igrzysk, starając się kontynuować tradycję idealistycznej wizji barona Pierre de Coubertin. Był to jednak łabędzi śpiew organizacji, niesionej już na wzbierającej fali politycznych nacisków i wygórowanych oczekiwań potężnych sponsorów. Ofiarą tej hipokryzji stał się szwedzki champion.

Kto dzisiaj jeszcze pamięta o szlachetnym baronie z innej epoki ? W trzydzieści lat po dyskwalifikacji Stenmarka w igrzyskach biorą udział nie tylko sportowcy, zaangażowani w marketingowe przedsięwzięcia. Praktycznie wszyscy stali się zawodowcami i do Soczi przyjadą milionerzy, z zarabiającymi krocie hokeistami na czele. Owszem, profesjonalni sportowcy są dumni z szansy reprezentowania swoich krajów i będą walczyć fair, w uczciwej i szlachetnej rywalizacji. Chociaż zasady fair play nie są już tak oczywiste, jak kiedyś. W wielu dyscyplinach liczy się zwycięstwo za wszelką cenę, bo na mecie czeka pieniężna gratyfikacja, o wysokości której nie mogą śnić zwykli śmiertelnicy.

Czy warto więc udawać, że nie przeszkadzają nam całe segmenty reklam, przerywających transmisje z zawodów? Gładkie zdania polityków i działaczy sportowych, skupiających się przed kamerami na dawno już porzuconych wartościach ? Będziemy obserwować współczesnych gladiatorów, narażających zdrowie i życie dla wielkiej sławy i często równie wielkich pieniędzy. Wspomniany Stenmark nie miałby dzisiaj szans. Ten mistrz slalomu nie czuł się komfortowo przy prędkościach bliskich 120 km na godzinę. Dzisiejsi zjazdowcy mkną o wiele szybciej, a producenci sprzętu robią wszystko, by te osiągnięcia wyśrubować jeszcze bardziej. Ryzyko kontuzji, a nawet śmierci jest zupełnie realne i zawodnicy, chcąc być w czołówce, muszę je podejmować. Liczy się wyczyn, rekord i przekraczanie kolejnych barier. Samego sportowca, jego bezpieczeństwo i ideę równej walki przytłacza koncepcja zapewnienia spektakularnego widowiska. Mimo wszystko, siadając przed telewizorem, skupiamy się na pięknie rywalizacji i magicznym uroku sportu. Liczymy na sukcesy nieznanych młodych zawodników, przed którymi otworzą się wielkie kariery. Będziemy dopingować Polaków i ulubionych mistrzów. Przymkniemy oko na komercję i potężny biznes, walczący za plecami olimpijczyków o prawdziwe złoto.

Przed rokiem zaczęto wspominać o możliwości bojkotu zimowych igrzysk w Soczi. Prezydent Niemiec Joachim Gauck ogłosił, że nie pojedzie na otwarcie imprezy, co uznano za protest przeciwko prześladowaniu opozycji w Rosji. Jednak żaden z polityków nie zajął stanowczego stanowiska i przyczyny ich absencji można się jedynie domyślać. Dwuznaczną sytuację wykorzystał Donald Tusk, który nie pojedzie do Soczi, zastrzegając się, że jego decyzji nie można nazwać bojkotem. To pozowanie na niezależnego przywódcę nikogo nie nabierze, bo powszechnie jest wiadome, że Tusk nie zrobi niczego, co mogłoby niepotrzebnie „drażnić Rosjan”. Cała ta polityczna gra w „chowanego” przypomina kiepską farsę, bo przecież mamy w pamięci olimpiadę z 1980 roku w Moskwie, zbojkotowaną z powodu agresji na Afganistan przez większość krajów zachodnich. Polscy sportowcy, reprezentujący satelickie państwo sowieckiego bloku musieli pojechać do Moskwy, ale ich udział chwalebnie zapisał się w historii, dzięki symbolicznemu „gestowi Kozakiewicza”. Ten spontaniczny sprzeciw i protest polskiego tyczkarza, po zdobyciu złotego medalu i pobiciu rekordu świata, wywołał gwałtowną reakcję ambasadora Związku Sowieckiego, który żądał dożywotniej dyskwalifikacji dla sportowca. Nawet władze prl nie uległy tej presji, co byłoby zapewne niemożliwe w III RP, gdzie każde podniesienie brwi przedstawicieli Rosji rzuca na kolana polski rząd, zastępy urzędników i pochwalne chóry artystów. Bojkot igrzysk w Moskwie nie powtórzy się i trudno oczekiwać, by ktokolwiek ze światowych sportowców wychylił się z radosnego pochodu uczestników tegorocznych igrzysk. W tym kontekście niespodziewaną radość wywołuje „gest Kamila Stocha”, który zaprezentuje na igrzyskach wspaniały kask, opatrzony emblematem polskich sił zbrojnych. Tak szybujący ponad rosyjską skocznią polski zawodnik na pewno pokrzepi nasze wątpiące serca. (Złoty medal, zdobyty w stylu największych, niepokonanych mistrzów nadaje gestowi Kamila Stocha zupełnie historyczny wymiar. Niezależnie od tego, jak głębokie były intencje skoczka z Zębu, przejdzie on do historii sportu i Polski, jako wielki champion i patriota.)

Same igrzyska wywołują jednak bezsilny sprzeciw krytyków tego wydarzenia pod nadzorem rosyjskich służb specjalnych. Sceptycy są jednak zepchnięci na margines politycznie poprawnego, medialnego entuzjazmu. Dlaczego organizację imprezy, mającej jednoczyć świat przyznano krajowi, który słynie z łamania praw człowieka, politycznych zbrodni, imperialnej polityki i szerzenia międzynarodowych konfliktów ? Dla Polaków dodatkowo bolesny będzie fakt, że zawody sportowców z całego świata otworzy Władimir Putin, współodpowiedzialny także za organizację wizyty prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Katyniu w 2010 roku. Trzymający dzisiaj walczącą o wolność Ukrainę w żelaznym uścisku. Te wątpliwości nie przeszkadzają zachodnim dziennikarzom i korespondentom. Tak, jak w Jałcie będą przechylać szklanki rosyjskiej wódki, udając, że nie dostrzegają dowodów zbrodni. Przytakną wprawdzie, że przyznanie Rosji organizacji igrzysk jest kontrowersyjne, ale wspomną co najwyżej o korupcji podczas budowy obiektów olimpijskich, nie wykończonych hotelach i braku tolerancji rosyjskiego prawa wobec związków homoseksualnych. Ten ostatni problem był głównym „leitmotivem” specjalnego programu olimpijskiego kanadyjskiej telewizji CBC. Jakby nie było innych, bardziej bulwersujących zagadnień. Przed Imperium stoi więc prawdziwa szansa: świat odwraca się od prawdy i niewiele trzeba, by Rosja bezkarnie „tymczasowo przesuwając” granice, została uznana za demokratyczne państwo, w pełni przynależące do wspólnoty zachodniej cywilizacji.

Aleksander Rybczyński

STENMARK-Ingemar-NewHeader

Kamil Stoch został złotym medalistą olimpijskim

 

 

fot. Kamila Stocha: PAP/ Grzegorz Momot

fotografia Ingemara Stenkarka ze strony http://www.olympic.org/ingemar-stenmark

Męczeństwo błogosławionego Jerzego

1280px-Duesseldorf_071022_077_00

19 październka przyjmuje się, jako dzień śmierci księdza Jerzego Popiełuszki. Data ta jest tylko domniemana, gdyż prawdopodobnie błogosławiony Jerzy był jeszcze torturowany przez kilka dni, zanim dopełniło się jego męczeństwo. Jak większość politycznych zbrodni okresu prl, tajemnica śmierci księdza Jerzego nie została w pełni wyjaśniona. Prawdziwi winowajcy pozostali bezkarni, podobnie jak sprawcy masakry grudniowej 1970 roku, odpowiedzialni za morderczy atak na kopalnię Wujek w pierwszych dniach stanu wojennego i zabójcy Grzegorza Przemyka. Ta bezkarność i bezradność prawdziwego wymiaru sprawiedliwości jest chyba największym ciężarem, przytłaczającym skrzydła niepodległości. Ciężar zakłamanej przeszłości obezwładnia Polskę tak, jak kamienie przywiązane do nóg umęczonego duszpasterza „Solidarności”.

Staram się przypomnieć sobie ten feralny koniec roku 1984, ale nie jest to proste, bo niezrozumiała, propagandowa jawność procesu odrzucała od wyreżyserowanej na potrzeby reżimu półprawdy. Wiedząc, że prawdziwi mocodawcy pozostają w ukryciu wierzyliśmy jednak, że mordu dokonali osadzeni na ławie oskarżonych funkcjonariusze bezpieki. Nikt nie podejrzewał, że (jak podaje w swojej książce „Kto naprawdę go zabił” Wojciech Sumliński) „kapelan „Solidarności” został przekazany innej grupie oprawców, którzy wywieźli go w nieustalone dotąd miejsce” Nie jesteśmy więc pewni miejsca Golgoty, ani prawdziwych męczarni, jakich błogosławiony Jerzy doznał przed śmiercią. Stacje męki księdza Popiełuszki kryją się w tajnych archiwach.

Nie będzie w naszej mocy przebaczenie w imieniu tych, którzy zostali zdradzeni o świcie, ale rozliczenie zbrodni, które zaważyły na historii naszej zgnębionej i upokorzonej Ojczyzny jest warunkiem odbudowania moralnego ładu i podstawą odtworzenia prawdziwie suwerennej Polski. Zanim to nastąpi, musimy nieustannie walczyć o prawdę, gdyż jesteśmy nie tylko świadkami zacierania śladów ponurej przeszłości, ale także świadkami zakłamywania kolejnej zbrodni. Dzieje się to na oczach całego świata i historia zdaje się powtarzać.

Trudno bowiem uwolnić się od wrażenia, że ci sami pachołkowie, którzy wrzucali skrępowane ciało księdza Jerzego do bagażnika fiata 125p, obserwowali z ukrycia, jak w otchłań Tupolewa 154M wsiadają skazani na lot do Smoleńska wysłannicy narodowej pamięci. Czy wiedząc coraz więcej o przebiegu katastrofy smoleńskiej poznamy kiedyś odsłonięte twarze reżyserów tej tragedii?

rzeźba Jana Nepomucena o rysach twarzy księdza Jerzego w Düsseldorf: Bert Gerresheim, fotografia Hans-Jürgen Wiese