Dusza pozostaje w kraju (fragment opowiadania)

chopin-performing-in-the-guest-hall-of-anton-radziville-in-berlin-in-1829

Coraz trudniej było mu się odnaleźć w kraju dzieciństwa i młodości. Doskonale wiedział, że wkracza do zupełnie nowej rzeki, w której przeszłość była już zamierającym, donikąd nie prowadzącym nurtem. Dał się jednak ponieść złudzeniu patriotycznego przebudzenia rodaków. Tłumy pod pałacem prezydenckim, tysiące ludzi na krakowskich Błoniach i wielogodzinne, wspólne oczekiwanie na przejazd żałobnego konduktu na Wawel dały mu jednak zastrzyk nadziei, wbrew odwróceniu się większości przypadkowych komentatorów, zniesmaczonych tą „narodową histerią”. Jednak jemu ta histeria kojarzyła się z poruszeniem, towarzyszącym pierwszej wizycie Jana Pawła II, papieża, który z wielbionego kiedyś kandydata na ołtarze, stawał się powoli niewygodnym, notorycznym świętym, o niewspółczesnych poglądach. Starał się zniknąć z życia towarzyskiego. Dawał lekcje angielskiego, czasami przyjmując uczniów w domu, czasami jeżdżąc po całym Krakowie. Przestał się spotykać z większością znajomych, zmęczony koniecznością trzymania się za język i pogrążania w konwersacjach, wymijających tematy, dręczące go całymi dniami i nawet nocami. Zaobserwował u siebie niepokojące objawy depresji, coraz częstszą potrzebę ucieczki w sen. Od jakiegoś czasu sny nabierały coraz bardziej rzeczywistych kształtów, dominując jego jałowe, wyznaczane przez korepetycje i samotne wieczory życie emigranta, który utracił przystań oddalenia. Spostrzegł, że sny pozwalają mu swobodnie się poruszać w czasie, gdzie łatwiej było lawirować w beznadziejnej przestrzeni pomiędzy zakłamaniem, a ignorancją. Przeszłość miała doskonale odmierzony dystans do wydarzeń, których nie można było dowolnie interpretować, bo potwierdziła je już historia. Poruszał się w niej bez poczucia bezsilności, doskonale wiedząc, co zostało przegrane, kto był kanalią, kto bohaterem, a kto nic nie znaczącym, milczącym świadkiem wydarzeń. Sny prowadziły go w miejsca dobrze znajome, zapamiętane z dzieciństwa i roztrwonione w młodości. Zdarzało się jednak, że trafiał także w obszary, nie mające z jego życiem żadnego bezpośredniego związku. Pewnego razu ocknął się w tłumie przed kasą Teatru Narodowego w Warszawie. Wśród mężczyzn we frakach, kontuszach i białych żupanach, wśród kobiet w polonezkach, kapucynkach i szafranach. Starał się rozpoznać datę tego przebudzenia w czasie; z usłyszanych strzępów rozmów ludzi zgromadzonych przed teatrem zorientował się, że oblega kasę, sprzedającą bilety na pożegnalny koncert Fryderyka Chopina. To senne przewracanie się z boku na bok czasu nie do końca było zupełnie prawdziwe. Okazywało się na przykład, że za wstęp może zapłacić w kanadyjskich dolarach, podczas gdy w rzeczywistości w Warszawie 1830 roku nie przyjęto by od niego nawet rosyjskich rubli, nie mówiąc o egzotycznej walucie, nie istniejącego jeszcze państwa. Te drobiazgi nie zmieniały statusu jego tożsamości, akceptowanej przez obecnych pod teatrem. Panował gwar i pełne cichego podniecenia oczekiwanie. Obserwował ludzi, czując się dziwnie dobrze w tym towarzystwie, pełnym dystynkcji, co w blisko dwa wieki później, byłoby odbierane, jako małomiasteczkowy „obciach” i brak ironicznego luzu. Dostał się do środka i bileter zaprowadził go na widownię; otrzymał tanie miejsce na galerii. Miało to dobrą stronę, widział wszystko z daleka, z dystansu, który był równocześnie dystansem przywileju nieśmiertelności. Tak się bowiem przez chwilę poczuł, mając świadomość, że może za parę godzin przeskoczyć dziesiątki generacji w przyszłość. Nie był zbytnio przywiązany do realiów własnego życia, ale ta umiejętność materializowania snów dawała mu przeświadczenie, że może poruszać się bez żadnych ograniczeń w czasie i przestrzeni. Jego paszportem była umiejętność braku akceptacji sytuacji beznadziejnych i niezgoda na asymilację w świecie odzieranym z wartości. Siedział obok młodej kobiety w towarzystwie starszego mężczyzny. Bardzo się pilnował, by nie zerkać na nią nawet ukradkiem, mając świadomość, że dzielą ich wieki obyczajowej rewolucji. Nikt go nie uczył, jak nawiązywać konwersacje z młodymi damami z Księstwa Warszawskiego. Ten emocjonalny kontakt wystarczał mu jednak w zupełności i przymykając powieki, wyobrażał sobie dziewczęcość młodej warszawianki w czasach bliższej mu bezpośredniości i zawierania znajomości w każdych okolicznościach: w pociągu, samolocie, przy barze krakowskiej knajpy. Był bezsilny w tej chwili oczarowania i jakże błahe i śmieszne wydały mu się wszystkie utracone chwile życia. Nie zadane pytania, nie wyznane miłości, nie doprowadzone do końca porozumienia. Całą resztę znał już doskonale z historii, listów Fryderyka, biografii, napisanej przez Wierzyńskiego, strzępów szkolnych czytanek i powielanych przy okazji chopinowskich konkursów komentarzy. Zastanawiał się, czy siedzący obok posiadacze najtańszych biletów wiedzą, że są świadkami jednego z największych wydarzeń polskiej historii? Sam miał taką świadomość, uczestnicząc w mszach papieskich pielgrzymek, czy też przypadkowo słuchając w samochodzie przez kanadyjskie radio „Symfonii pieśni żałosnych” Mikołaja Góreckiego. Widział łzy w oczach, siedzącej obok dziewczyny, łzy klaszczącej na stojąco publiczności. Sam zapłakał, dopiero wtedy, kiedy Konstancja Gładkowska zaśpiewała arię „Oh, quante lagrime per te versai” z opery Rossiniego „La donna del Lago” Na koniec Chopin grał fantazje na tematy polskie, a on słuchał ze ściśniętym gardłem, wiedząc, że improwizacje, których jest niezasłużonym słuchaczem nigdy nie zostaną odtworzone. Rozpoznawał fragmenty etiud, polonezów i mazurków, lecz dźwięk docierał do niego mocno przytłumiony, jakby ta emocjonalna przestrzeń ojczyzny przedzierała się przez lata niewoli i kakofonię zdrady. Wychodził z koncertu niemal wstrząśnięty, świadomy daru, jaki otrzymał dzięki rozdarciu, pozwalającym mu być w wielu miejscach równocześnie. Wychodził zafascynowany kobietą o kasztanowych włosach, pochłonięty jednak zupełnie inną myślą: jak dotrzeć do Piotra Wysockiego i przestrzec go przed fatalnymi błędami, które zaważyły na losach powstania listopadowego. Pozostał w Warszawie jedynie kilka dni. Wybrał się do Łazienek Królewskich, mając nadzieję, że spotka tam Wysockiego. Sens takiego spotkania nie był oczywisty. Co miałby powiedzieć, kto mógłby uwierzyć w jego wiarygodność i nieprawdopodobną historię. Poza tym, nawet blisko dwieście lat tej środkowo europejskiej samotności nie nauczyły go, jak dawać rady w sytuacjach beznadziejnych. Wiedział tylko, że tragedii można  uniknąć, oddając się Bogu, bezbłędnej strategii i wyrywając z plugawych serc zdradę, która zawsze stawała się kroplą, przelewającą czarę goryczy i nieszczęścia. Jedynym rezultatem kręcenia się wokół Szkoły Podchorążych było zainteresowanie szpicla, który zaczął za nim podążać. Nie potrafił go zgubić, nie mając mieszkania, pokoju w hotelu, ani żadnej kryjówki i bliskiej, życzliwej osoby, skłonnej narażać się udzieleniem mu schronienia. Jedyną ucieczką był powrót do współczesnego Krakowa, tym razem łatwy, przez pola wyobraźni, uchyloną powiekę.

Zaczął się włóczyć rozgorączkowany po ulicach, wiecznie oświetlonej scenie Rynku Głównego, szukając radykałów, z którymi mógłby się podzielić alarmującymi wiadomościami z Księstwa Warszawskiego. Nikt nie chciał z nim rozmawiać, ani nawet słuchać o projektach zorganizowania pomocy dla powstańców. Zrezygnował szybko. Jak mógł wpaść na tak karkołomny pomysł w kraju, gdzie prawie nikt nie zwracał nawet uwagi na służalcze pokłony i ustępstwa wobec Rosji aktualnego rządu, pracującego usilnie nad kolejnym rozbiorem Polski?

Fragment opowiadania „Na pokładzie utraconych snów”

ilustracja:

Henryk Siemiradzki, Koncert Fryderyka Chopina w salonie Antoniego Radziwiłła, 1887 (obraz w zbiorach Muzeum Narodowego w Petersburgu !)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s