Chagall w pułapce rewolucji

Wyjechali właściwie wszyscy: wielcy, którymi szczyci się dzisiaj historia sztuki, a współczesna Rosja skwapliwie zbiera dywidendy piękna, którym obdarzyli świat.

Mark Chagall po pierwszej podróży do Paryża w 1911, powrocie do Rosji, spowodowanym wybuchem wojny światowej, doczekał rewolucji, gdzie miotał się pomiędzy oczekiwaniami reżimu, a potrzebą pozostania w swoim własnym świecie artystycznych marzeń. W 1922 wyjechał do Paryża, tym razem na stałe.

Podobne były losy Wassilego Kandinskiego, który zmuszony do powrotu do Rosji po wybuchu I wojny światowej, wytrzymał w ojczyźnie kilka lat, by w 1921 roku wyjechać na stałe do Monachium.

Natalia Gonczarowa i jej mąż Michał Łarionow podróżowali pomiędzy Rosją i Europą, by w 1915 na osiedlić się w Szwajcarii.

Sonia Delaeunay wyjechała z Rosji zaraz na początku XX wieku, najpierw do Niemiec, potem do Francji, by już nigdy do Rosji nie powrócić.

Podobny był los Aleksandra Archipenki, mieszkającego od 1908 roku w Paryżu.

Kazimierz Malewicz, pochodzący z polskiej rodziny, być może najwybitniejszy z wymienionych powyżej był jednym z nielicznych artystów, którzy dobrowolnie zdecydowali się na pozostanie w sowieckiej Rosji. Ten twórca suprematyzmu, jeden z największych przedstawicieli awangardy i myślicieli w sztuce, pomimo tego, że poruszał się w „świecie bezprzedmiotowym” (tytuł jego najsłynniejszego traktatu) został w 1930 roku aresztowany przez NKWD.

El Lissitzky, kolega Malewicza z witebskiej grupy Unovis, potrafił lepiej balansować nad totalitarną przepaścią. Będąc sowieckim ambasadorem kulturalnym w Berlinie, żył właściwie w dwóch światach, przezornie ofiarowując swój talent na usługi reżimu. Kto wie, może rezygnacja z idealistycznych teorii suprematyzmu na rzecz realizmu socjalistycznego i projekt pomnika Stalina ocaliły go przed pogromem czystki lat trzydziestych.

Poprawni politycznie kuratorzy wystawy nie za bardzo wiedzieli, jak sobie z tym totalitarnym chaosem poradzić. Zupełnie niepotrzebnie starali się postawić znak równości pomiędzy rewolucją w sztuce, a rewolucją październikową. Jakie bowiem  inne wnioski można wyciągnąć, kiedy na tablicach informacyjnych, wprowadzających do prezentowanych dzieł sztuki czytamy, że odzwierciedlają one nowe socjalne, polityczne i religijne swobody Rosji?

Bezwstydnie mówią o „nowej wolności i nadziei”, postępującej za rewolucją 1917 roku; naiwnie powtarzają propagandowe brednie o wyzwolonych przez rewolucję artystach, wcielających „marzenie o równości społecznej w życie”; z uznaniem odnotowują, jak państwo sowieckie zaprzęgało energię malarzy, rzeźbiarzy, fotografów i architektów, by słać „przesłanie równości i wolności swoim obywatelom”.

Skoro się tak bez zająknienia cytuje skompromitowane slogany, należało pokazać choć część historycznej prawdy, ponieważ wielu z nabożnie przesuwających się przed eksponatami galerii widzów, bezmyślnie przełknie kłamstwa, podszyte ideologią, stale nie skompromitowaną powszechnie  i nie odrzuconą przez światową opinię publiczną.

Wspólnym mianownikiem tych wybitnych artystów na pewno nie był rewolucyjny duch krwawego przewrotu. Łączył ich pokrewny geniusz indywidualnego talentu i samotnego poszukiwanie nowych środków wyrazu i porozumienia. W latach trzydziestych w sowieckiej Rosji geniusz ten wyginął w łagrze socjalistycznego realizmu. Prawie żaden z prezentowanych na wystawie artystów nie miał nic wspólnego z legitymizowaniem nowego porządku terroru. Ich estetyczna świeżość, którą tak łatwo się zachwycić, marzycielska wyobraźnia, kolorystyczne piękno i nowatorstwo form stało się dominującym punktem ciężkości całej ekspozycji, z całkowitą bagatelizacją otaczającej rzeczywistości.

Tak, jak nie jest do pomyślenia wystawa prezentująca artystów, którzy otarli się o nazistowskie Niemcy, bez przypomnienia grozy Holokaustu, nie powinno być możliwe powtarzanie propagandowych komunistycznych komunałów, bez kiwnięcia palcem, by odsłonić choć skrawek prawdziwego oblicza zbrodniczego systemu, jakim była stalinowska Rosja. Jest to niemoralne wobec dwudziestu milionów ofiar tego utopijnego przedsiębiorstwa zagłady i śmierci.

Jeden obraz Chagalla, przedstawiający rewolucyjną tłuszczę i stojącego na ręce Lenina nie jest wystarczającym komentarzem do historii sowieckiej Rosji, systematycznie wymazywanej ze świadomości zachodniej cywilizacji.

Chagall i rosyjska awangarda, Art Gallery of Ontario, Toronto, od 18 października 20011 do 15 stycznia 2012

One thought on “Chagall w pułapce rewolucji

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s